Odpoczywam... w pokoju na poddaszu.
Laura codziennie śmiga nartach. Tzn dziś była drugi raz i zostały jej jeszcze 3 lekcje. Ma bardzo fajnego instruktora. Kogoś obcego przynajmniej słucha i nie małpuje, więc od razu są efekty. Tym bardziej, że łapie w mig, a i indywidualne lekcje dają swoje. I co najważniejsze chętnie leci na stok.
A ja walczę z bezgłosem i jakąś infekcja, czego nie skomentuje...
Zawsze wiedziałam, że zima nie jest dla mnie ;-)
piątek, 7 marca 2014
Można powiedzieć, że...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
magiczne poddasze :) super, że Laurze tak dobrze idzie :) a Ty się kuruj - niech Cię grzaniec uleczy :)
OdpowiedzUsuńo zgadzam się z przedmówcą - grzaniec!
OdpowiedzUsuńKurcze, jakoś słabo pomaga.
OdpowiedzUsuńKochaniutki, bajkowy wystrój:-)
OdpowiedzUsuńSynpatycznie u Ciebie na poddaszu :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że młoda na energię do tego sportu, łatwiej jej będzie ruszac się w przyszłości, jak od dzicinstwa będzie dobrze wspominac takie doświadczenia :)
MAm nadzieję, że czujesz się już lepiej :)